Archive for September, 2006

Wyjazd wrześniowy - “Zgredoza in Action”

Friday, September 29th, 2006

Wrzesień rozpieszcza nas pękną, słoneczną pogodą. Gerappa - bikerski klub z Warszawy, Sylwia, Marcin i Ja (niezrzeszeni:) zawitaliśmy do Szczyrku. Oczywiście na najlepszą miejcówkę bikerską w okolicy u Państwa Steców!!! Sylwia i Ja dzień wcześniej niż reszta ekipy robiliśmy rekonesans na trasach badając warunki. Niestety warunki okazały się trudne. Dwa tygodnie przed naszym przyjazdem była piękna, sucha i słoneczna pogoda, a dwa ostanie dni lało jak z cebra i większość tras zamieniła się w śliskie koryta. Pan Stec (nasz gospodarz) stwierdził, że słońce szybko osuszy trasy - miał rację :) Jak tylko wjechaliśmy wyciągiem na Skrzyczne przed oczami mieliśmy piękno gór na wyciągnięcie ręki…

szcz-wrz-bl-2.JPG

Następnego dnia, po całonocnej podróży dołączyła do nas reszta ekipy Gerappy i od razu wyruszyliśmy na trasę.

szcz-wrz-bl-1.JPG

Nocny zjadz - trasa Skrzyczne - Szczyrk

Friday, September 1st, 2006

Wjechaliśmy ostatnim kursem wyciągu na Skrzyczne. Była godzina 17.30. Na ten dzień zaplanowaliśmy nocny zjazd. Sylwia zaczęła przysypiać wygodnie ułożona na ławce w głównej sali schroniska. Marcin i ja zabraliśmy się za lekturę zabranych przezornie książek. Stan zabrał się za regulację hamulców w swoim zjazdowym “monsterze”. Czasu mieliśmy sporo, ciemno zaczynało robić się ok g. 21. Pogoda sprawiła nam niesamowitą niespodziankę i obdarowała nas pięknym zachodem słońca, na dodatek okraszonym widowiskiem kształtu i ferrią barw.  Niezwykłe formacje chmur zbudowały masywy górskie, mieniące się kolorami zachodzącego słońca. Brakowało tylko monumentalnego podkładu muzycznego :) Pech chciał, że nikt z nas nie zabrał aparatu fotograficznego!!! Na szczęście mieliśmy telefon i … dzięki niemu mamy kilka zdjęć (podłej co prawda jakości ale zawsze).

Marcin zachycony tym co tworzyła natura zrobił kilka ciekawych zdjęć wokół schroniska.

Na pierwszy ogień poszedł maszt stacji przekaźnikowej na Skrzycznem.nadajnik.JPG

Kiedy Marcin robił to zdjęcie, szczyt masztu został zasłonięty przez zbliżającą się chmurę. Najpiękniejsze w górach jest to, że w tym samym momencie, w tym samym miejscu (wystarczy się tylko obrócić o 180) mamy inną pogodę. Marcin obrócił się plecami do stacji przekaźnikowej i zrobił panoramę doliny Szczyrku.
panorama.JPG

Po drugiej stronie panowała znakomita przejrzystość w kierunu Bielska, którego przedmieścia widoczne są na zdjęciu. Wracając Marcin zrobił jeszcze jedno zdjęcie telefonem - widok schroniska na Skrzycznem,

schronisko-skrzyczne.JPG

w którym cierpliwie czekaliśmy na zapadnięcie zmroku :)

Każdy z nas na swój sposób starał się umilić sobie wyczekiwanie. Marcin i Ja zjedliśmy specialite de la maison - schabowego z ziemniakami :) , boskiego w tych warunkach. Później błogo go trawiliśmy.

Posileni, trochę zmęczeni zaczęliśmy przygotowywać się do zjazdu. Montowaliśmy oświetlenie na rowerach, sprawdzaliśmy czołówki. Kiedy zaczęliśmy się ubierać w ochraniacze Sylwia wzbudziła sensację u Panów ze straży granicznej - jak to możliwe, że dziewczyna nie boi się jeździć na rowerze w górach?! Na dodatek jeszcze w ciemnościach. Trzeba przyznać że w rynsztunku nocnym wyglądała impnująco.

night-3.JPG

Podobne Stan, gotowy do wyjścia.

night-4.JPG

Wyszliśmy na zewnątrz i ruszyliśmy z rowerami pod górę. Po dojściu do “punktu startowego” zrobiliśmy zdjęcia dla potomnych, żeby uwierzyli że to noc i “NightRide”

noc-1.JPG

noc-2.JPG

Mimo tak fatalnej jakości zdjęć (przypominam - robione telefonem!!!) widać w tle jak wspaniała była przejrzystość. Dla takich właśnie widoków warto jechać w góry, spędzić kilka godzin cierpliwie czekając aż zapadnie zmrok i ruszyć w dół.

Ruszyliśmy do Szczyrku trasą nazywaną przez nas “Pussy line” - trasą dla amatorów. Nie chcieliśmy zbytnio ryzykować i nie pogubić się w lesie. Mimo tak “szlachetnych” zamiarów, chłopaki - Marcin i Stan, wybrali “skrót” który zaprowadził nas do ogródka niezwykle niemiłego autochtona. Przestraszony widokiem myszkujących światełek, właściciel posesji wyszedł na ganek ze “szperaczem” przeciwlotniczym i świecąc mi prosto w oczy użył niezwykle złożonego zdania, bogatego w piramidalne epitety, z którego zrozumiałem jedynie znak zapytania i wykrzyknik jakie pojawiły się w momencie kiedy nabierał oddechu. Na moje zapytanie, którędy do najbliższej drogi prowadzącej do Szczyrku, zalała mnie druga fala pięknej i wysublimowanej polszczyzny. Zrezygnowany machnąłem ręką i ruszyliśmy w dół. Szczęśliwie zaraz znaleźliśmy drogę, gdzie drwale zworzą wycinane drzewa. Byliśmy w domu… Zmęczeni, ale podekscytowani i szczęśliwi.

Następnego dnia pojechaliśmy na nocny zjazd…